Źródło

Katmandu, 02.03.2019

Świątynia Swayambhunath

Dobrze się złożyło, że piszemy tego posta akurat teraz, bo jesteśmy w miejscu gdzie wszystko się zaczęło. No, może nie wszystko i nie był to sam początek, bo/a mamy powody by podejrzewać, że nasza droga do tego miejsca rozpoczęła się o wiele wcześniej...


Ale o tym to możemy pogadać przy kubku gorącego czaju, w jakimś magicznym miejscu, kiedyś.

Azja. Co nas tu przywiodło? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Może pogoń za słońcem? Może poszukiwanie sensu? Siebie, jakiejś wielkiej mistycznej siły, odpowiedzi na tę nieskończoność pytań w głowie? Wanderlust czy tanie bilety?

Nie wiemy, serio. Jakoś tak się zaczęło, od gorących plaż z palmami, dżungli i pysznego streetfood'u. Potem były żółte wody Mekongu, znów dżungla, postapokaliptyczne miejskie krajobrazy i tysiące kilometrów autostopem. Przyroda piękna, ludzie dobrzy, tylko skąd ten niedosyt? Szukaliśmy swojego miejsca, autentyczności, prawdziwej Azji z naszych wyobrażeń. Takiej ze starego ciemnego drewna, gliny, kamienia, złota. Oświetlonej prawdziwym płomieniem pochodni, czy chociaż świeczki. I wiecie co? Trzeba się nieźle naszukać.

Dużo jest plastikowych klapków (zwłaszcza na plażach po przypływie), owoców w dwóch czy trzech woreczkach, okularów przeciwsłonecznych i kawy 3w1. Można sobie kupić niezłe najki albo timberlandy, podrabia się właściwie wszystko. W niektórych miejscach można odnieść wrażenie, że narodową tradycją jest picie piwa z plastikowego wiaderka a kurtka north fejsa to strój ludowy.

Ale jeśli chwilę poszukać, popytać, pobłądzić, to znajdziemy wciąż miejsca gdzie ryż paruje w bambusowych koszykach, a herbatę pije się z jednorazowych glinianych kubeczków. Pola ryżowe orze się wołem, na słońcu suszy ryby i banany, a ściany domów wyplata z liści palmowych.

Takiej Azji szukaliśmy. Taka Azja jest na wymarciu.

Wpływy cywilizacji, wygodnego życia zbierają swoje żniwa. Rękodzieło zamiera, a tradycyjne wyroby uważane są często za przeżytek, ślad starych czasów.

Niektórzy przez tydzień tkają misterny szal w drewnianym warsztacie, by sprzedać go turyście, a za te grosze kupić kolorowy plastikowy płaszcz przeciwdeszczowy.

O co chodzi? A o to samo co u nas w Polsce. Kiedyś nie było, teraz jest. Z deficytu w dostatek. Tylko dostatek czego? Tradycyjne rzemiosło często idzie w odstawkę, bo jest pracochłonne, na efekt końcowy trzeba czekać, a współczesny zamiennik można przecież dostać na lokalnym rynku za frakcję ceny. A jak się zepsuje? No trudno, kupi się nowe...

Brrr, stop. To nie jest cała prawda, nie wszystko jest stracone. Tak jak można znaleźć ekologiczne plantacje herbaty, kawy czy ryżu w całej Azji, tak w wielu miejscach kultywuje się tradycyjne uprawy indygowca barwierskiego, konopii włóknistych, bambusa czy bawełny. To często małe rodzinne manufaktury, oddolne inicjatywy lub po prostu całe wioski, które kontynuują wielopokoleniową tradycję.

W Tajlandii natknęliśmy się na wyplataczy tradycyjnych bambusowych koszy, które to w niezmienionej formie służą w codziennych pracach, ale też zdobią obejścia jak za dawnych lat. Nadal żywa jest też tradycja malowania batików i noszenia szytych z nich sarongów (przodkowie pareo)...

Rzemiosło, niegdyś uznawane za sztukę, dziś jest w zdecydowanej mniejszości. Pracochłonne, niedostępne tak łatwo jak wytwory masowej produkcji. Nasze obserwacje naturalnie popchnęły nas do głębszych poszukiwań. Nie mogliśmy uwierzyć, że tak bogata i egzotyczna kultura tak mocno odcięła się od swoich korzeni.

Zaczęliśmy węszyć wokół pięknych zabytków architektury, świątyń, malutkich wiosek. Im dalej od zgiełku wielkich miast, głównych szlaków turystycznych, tym więcej tajemnic uchylało swojego rąbka. Wyplatacze koszy w Tajlandii, indygo w Laosie, ręcznie stemplowana bawełna w Radżastanie. Upcykling w wykonaniu prawdziwych nomadzkich plemion, empowerment kobiet poprzez kultywowanie rodowych rzemieślniczych tradycji.

Choć spod tych cierpliwych rąk wychodzą "tylko" przedmioty, to są to owoce wieloletniej praktyki, cierpliwej nauki, nierzadko wyniki przekazów ustnych z mistrza na ucznia. Spory kawał historii, zarówno lokalnej jak i indywidualnej, danego twórcy. I doprawdy obserwując powstawanie tych rzeczy, można dotrzeć do źródła i prześledzić cały proces. A przede wszystkim poznać każdego człowieka, który poświęcił swój czas, rozwinął swój pomysł i podarował malutki fragment siebie.

Ale czemu właściwie to rękodzieło, tkaniny, stroje tak przyciągnęły naszą uwagę? Czy w odróżnieniu od niematerialnych, nieuchwytnych, efemerycznych doświadczeń, to właśnie te dały się złapać i dotknąć? Czy z mieszaniny dźwięków, zapachów, synestetycznych wrażeń wyłowiliśmy to czym w łatwy sposób można podzielić się z innymi? Niedawno pomyślałam, że chyba wiem co mogli czuć pierwsi przybysze z Europy, którzy doświadczyli orientu. Chce się zabrać ze sobą wszystko, od roślin, nasion, przez jedzenie, po kolory skał i ziemi. Ale jak zabrać wszystko? A może zostać?

Odwieczny dylemat... Z pomocą przychodzi znane coraz szerszemu gronu:

Wszędzie w domu, ale dobrze najlepiej!

Rękodzieło, sztuka ludowa to odzwierciedlenie kultury i natury regionu. To esencja naszej, ludzkiej perspektywy na otaczający świat i odbicie wnętrza, stanu ducha. To również pomost między pokoleniami. Wytwory ludzkich rąk, serca i duszy. To rodzaj globalnego języka, którego nie trzeba tłumaczyć. Nasze oczy, dłonie, skóra - czytają te obce znaki bez trudu. Gdzieś w głębi rozumiemy ten uniwersalny przekaz, to drzemie w nas jak archetyp. W niektórych z nas budzi głęboką tęsknotę, niektórzy z nas rozpoznają ponadczasowe piękno. Mało kto potrafi przejść wobec nich obojętnie.

A my - współcześni nomadzi podążamy starymi szlakami szukając tych zapomnianych warsztatów, pracowni, pojedynczych rzemieślników. Niektóre rzeczy faktycznie spotykamy w najmniej spodziewanych miejscach, do innych prowadzą znajomi już ludzie, tworzy się sieć, trafiamy do źródła.

Czasem trafiamy też w ślepe zaułki, albo do bardzo ciemnych, nieprzyjemnych miejsc. Wtedy żegnamy się spokojnie, mówimy, że nie tego szukamy i powoli wycofujemy się.

Szacunek dla rąk, które dla nas tworzą i dla Ziemi.

Tak by móc bez wątpliwości używać, nosić i dzielić się dalej. Dlatego wybieramy naturalne surowce z odpowiedzialnych źródeł, tworzymy projekty z bezpośrednimi twórcami i nie używamy niczego co truje.

Póki co Azja, ale wiemy, że w każdym zakątku naszej pięknej planety kryją się jakieś skarby :)

Pole rzepaku

Sel roti

Zaułki Kathmandu

Blog
Sklep
Kontakt
2019 Aura Good